Przez następne dni nie działo się nic ciekawego. Z początku przychodzili jacyś ludzie i o mnie pytali (ponoć wysyłał ich jakiś Tsurugi, ale ja kompletnie gościa nie kojarzyłam. Raz im to powiedziałam i ich wizyty się skończyły), a potem już nikt mnie nie odwiedzał. Smutek. Widocznie dla nikogo nie byłam ważna. Aż pewnego ranka obudziłam się z uczuciem, że ktoś mnie obserwuje, ale nie otwierałam oczu.
-Musimy być cicho, Jeje. Nie chcemy jej obudzić. Doktor mówił, że ma amnezję. Biedactwo. Mówiłem Tsurugiemu, że wysyłanie ją do Tsubakiego to zły pomysł, ale ten debil nie chciał słuchać. Mam nadzieję, że róże się jej spodobają. Abel je wybierała. Jak myślisz, Jeje? Trafiła?- usłyszałam czyjś łagodny głos i ktoś pogłaskał mnie delikatnie po policzku. Drgnęłam pod wpływem tego dotyku. Ta dłoń była taka ciepła, natomiast mój policzek był niesamowicie zimny.
-Wszystkie dziewczyny lubią kwiaty. Nawet moja siostra by się z nich ucieszyła- powiedział inny głos. Poruszyłam się nieznacznie i zmarszczyłam lekko brwi, a dłoń na moim policzku się cofnęła. Otworzyłam oczy i przekręciłam głowę w bok.
-Kim jesteście?- spytałam patrząc to na blondyna w kowbojskim kapeluszu, to na wysokiego faceta z trzema papierowymi torbami na głowie.
-Obudziłaś się- powiedział uśmiechnięty blondyn i podstawił mi pod twarz małą lalkę. -Abel bardzo się z tego cieszy.
-Eee?- zdziwiłam się i delikatnie odepchnęłam zabawkę nie spuszczając z niej wzroku. Miałam wrażenie, że już ją gdzieś widziałam. Tylko gdzie? Może na jakiejś wystawie sklepowej? A może sama taką miałam w dzieciństwie? Blondyn widząc, że wpatruję się w laleczkę szybko zabrał ją z mojego pola widzenia.
-Nie patrz na moją Abel takim lubieżnym wzrokiem! To tylko lalka!- krzyknął przyciskając zabawkę do swego torsu, w miejscu serca.
-Ale ja nic... Ech... Nieważne. To kim jesteście?- westchnęłam cicho, a blondyn umieścił lalkę na swoim ramieniu tak, by nie spadła.
-Jestem Mikuni Alicein, moją Abel już znasz, a to jest Doubt Doubt- powiedział wskazując na mężczyznę z papierowymi torbami.
-Wątpliwa wątpliwość- mruknęłam pod nosem jednak Mikuni to usłyszał.
-Tak. "Doubt Doubt" tłumaczy się jako "Wątpliwa wątpliwość" choć ja i pozostali nazywamy go Jeje- uśmiechnął się jakby z dumą. Jego mina tak mnie rozbawiła, że wybuchnęłam śmiechem. Usiadłam na szpitalnym łóżku i przez najbliższe kilka minut dosłownie płakałam ze śmiechu, a moi goście przyglądali mi się w ciszy.
-Co tu się dzieje?- spytał doktor wchodząc do sali. Opanowałam się natychmiast i położyłam, nakrywając kołdrą.
-Nic- powiedziałam obojętnym, chłodnym tonem choć w oczach wciąż miałam łzy rozbawienia.
-Słyszałem jak się śmiałaś. Leżysz w tej sali sama, więc to na pewno był twój śmiech- starszy pan nie chciał ustąpić, ale widząc, że nie mam zamiaru współpracować skapitulował. -Ech... W zasadzie to przyszedłem powiedzieć, że czas wizyty dobiegł końca. Pożegnaj się ze swoimi gośćmi i zabieram cię na badania, Hano.
-A Mikuni i Jeje nie mogliby tu na mnie poczekać?- spytałam. -Proszę, doktorze. Przecież zaraz wrócę.
-Ale...- doktor chciał zaoponować jednak ja ponownie usiadłam.
-Proszę! To dzięki ich obecności się śmiałam!- zawołałam błagalnie.
-W takim razie zgoda- starszy blondyn westchnął, poprawił okulary i podstawił pod moje łóżko wózek do przewożenia pacjentów, a ja ochoczo na nim usiadłam. Doktor się zdziwił, ale tak szczerze to mu się nie dziwię. Pierwszy raz udaję się na te rutynowe, nudne badania z takim entuzjazmem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz